Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bangladesz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bangladesz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 grudnia 2013

Przepis na mango lassi

Pozostając w bengalskim klimacie ulicy Brick Lane, chciałam Wam dziś podrzucić przepis ( banalnie prosty) na orzeźwiający, ale i sycący napój, którym zarazili mnie Saleh i Sad - Mango Lassi. W życiu nie piłam, czegoś równie pysznego. Przyrządza się go w kilka chwil, a może spokojnie zastąpić dietetyczną kolację.


Dlatego własnie warto korzystać z couchsurfingu, jest on bowiem niezwykle inspirujący, zawsze mamy szanse natrafiać na kogoś, kto zarazi nas czymś nowym, wniesie do naszej kuchni jakiś nowy smak...

środa, 27 listopada 2013

Brick Line, film, który daje do myślenia

Jutro zaprezentuje  kolejny fragment Londynu - ulice. Brick Lane,  zanim jednak to nastąpi chciała zwrócić Wasza uwagę na pewien film...



Dwa tygodnie temu odbyłam kolejny spacer po londyńskich dzielnicach,  które pominęłam podczas pierwszej wizyty w mieście. Celem było: Smithfield i Spitalfields, w ich obszarze, mieści się Brick Line. Dzielnica zamieszkała w większości przez Bengalską ludność. Odkąd zamieszkali  u mnie Saleh i Sad, stałam się wrażliwa na temat Bangladeszu. Poznanie chłopców sprawiło, że stałam się żywo zainteresowana sytuacją polityczną i społeczną tego miejsca, kulturą oraz kuchnią tego kraju. Nie ukrywam, że wcześniej wiedza moja na temat tego państwa była  niezwykle skąpa, owszem potrafiłam wskazać je na mapie i rzucić kilkoma banałami - o biedzie, przeludnieniu i zacofaniu. To jednak wytarte stereotypy, które klepie się bez zastanawiania. dzisiaj już tego nie robię, wystrzegam się tego typu gadaniny, płytkiej powierzchownej, bezrefleksyjnej oceny.

Gdy zagłębiłam się w przednik i znalazłam tam informacje o mniejszości Bengalskiej postanowiłam od raz odwiedzić to miejsce. Szukając w internecie większej dawki informacji, trafiłam na film o tej samej nazwie co słynna Bengalska ulica w Londynie: Brick Lane.

Chciałam zwrócić Waszą uwagę na tą pozycję, recenzja w której możemy przeczytać frazę o nieszczęśliwym małżeństwie i znajdowaniu prawdziwej miłości, może odstraszyć amatorów dobrego kina, jednak tak naprawdę to tylko jeden z wątków, jakie produkcja ta porusza. Jeśli nigdy wcześniej nie zastanawialiście się nad życiem emigrantów z dalekiej Azji w krajach Europy Zachodniej, to ten film - powinien Was skłonić do refleksji i być zastrzykiem tolerancji.

Osobiście polecam, to były naprawdę dobre dwie godziny.

piątek, 6 września 2013

Koniec Bengalskiej przygody? Na pewno nie:)

Wraz z końcem sierpnia moi przyjaciele z Bangladeszu Saad i Saleh opuścili mój dom. Dla wszystkich było to okropnie przykre, przyzwyczailiśmy się do chłopców, tak bardzo, że gdy wyprowadzili się, a moje mieszkanie zostało puste, nie chciałam się tam wprowadzać, długo jeszcze po ich wyprowadzce patrzyłam w okna ich ( właściwie to mojego) mieszkania i zastanawiałam się co robią...



Muszę przyznać, że cały pomysł z wynajęciem mieszkania studentom z Azji był mocno szalony. Pamiętam jak dziś, ten przełomowy dzień, gdy siedzieliśmy rodzinnie w altanie na ogrodzie, a ja zapytałam nieśmiało czy mogę wynająć moje mieszkanie w moim domu rodzinnym. Gdy moja (z natury surowa) Babcia powiedziała, że tak, zapytałam jeszcze nieśmielej, czy mogę wynająć je studentom z... ( to już prawie wyszeptałam) z Azji? Na co popatrzyła na mnie badawczo, spojrzała na mojego dziadka, który nie czekając na jej reakcje, zapytał skąd dokładnie są? Odpowiedziałam, choć wstępnie miałam w planie jakoś zagadać temat - zebrałam się w sobie i powiedziałam; - Z Bangladeszu. Uznałam wówczas, że wszystko mi jedno, niech się dzieje co chce, muszę to rozegrać z nimi w otwarte karty, nie ukrywam, że spodziewałam się najgorszego. A tu? Zaskoczyli mnie jak nigdy. Mój Dziadek ( najlepszy człowiek na świecie) popatrzył na mnie tym swoim ciepłym wzrokiem i odparł szybko - o! to będą zdolne, dobre chłopaczki!



Nie mogłam wyjść z zadziwienia, decyzja zapadła w minutę. Musze przyznać, że byłam z nich niezwykle dumna! Mam wielu znajomych, którzy mają fajnych, miłych, ciepłych dziadków, ale żaden z nich nie ma tak postępowych dziadków, którzy przyjęli by pod swój dach bez żadnych uprzedzeń studentów z Bangladeszu i co więcej otoczyli ich ciepłem i sympatią! ( pomimo braku znajomości języka).



Sad i Sahel, zresztą jak i ja wzruszaliśmy się na lotnisku... jak dzieci, całe szczęście, że żyjemy w XXI wieku, a Sztokholm ( gdzie chłopcy obecnie mieszkają) wydaje mi się leżeć bliżej niż Poznań! ( dzięki Ci Boże za te wspaniale czasy!)


Sada odwiedził Daniel, fantastyczny człowiek, który przemierzył cala Europe autostopem!
Polski akcent z mojej strony - ziemniaki pieczone:)











Najmłodszy członek imprezy, moja mała ruda Bratanica:*

Zanim jednak pożegnaliśmy się na lotnisku, chłopcy zorganizowali dla mnie i moich znajomych małe przyjęcie w ogrodzie. Mimo, że było nas niewiele, stół zastawiony był jak na przyjecie 30 osobowe, najgorsze jest to, że wszystko pochłonęliśmy praktycznie tego wieczora! W życiu nie byłam tak przejedzona.
Cudowny wieczór, zakończył się przeniesieniem imprezy do mojego mieszkania, nie ukrywam było to dla mnie ciekawe doświadczenie móc, być gościem u siebie w mieszkaniu. Sad, który gra w czterech rożnych zespołach, zagrał i zaśpiewał dla nas. Nie da się ukryć, że atmosfera była obłędna. Dziękuje Chłopcy!







Gdy wyjeżdżaliśmy, była ulewa, a ja jak i ta pogoda ryczałam jak bóbr! To było dla mnie niesamowite doświadczenie, móc obcować z Sahelem i Sadem, jeść ich potrawy, rozmawiać o religii i poglądach społecznych. Couchsurff po raz kolejny okazał się prawdziwym prezentem od losu. Następne spotkanie - w Sztokholmie, mam nadzieje, już niedługo:) A później kto wie może odwiedzę ich w Bangladeszu:)!



czwartek, 29 sierpnia 2013

Katowice z moimi bengalskimi przyciolmi

30 czerwca opscilam swoje mieszkanie i udostepnilam je chlopca, ktorzy napisali do mnie z couchsurffa i pprosili o wynajem mieszkania w Jaworznie. zastanawialam sie chwile nad tym, chcialam pomoc, nie udalo mi sie znalezc nic na miescie, wiec zdecydowalam sie udostepnic moje mieszkanie.

To byla najlepsza decyzja! O tym jak wiele dala mi ta przeprowadzka napisze przy kolejnej okazji, najwazniejsze jenak, ze moglam poznac tych fanatstycznych ludzi, ktorzy mieszkali pod moim dachem przez dwa miesiace.



Sahel i Sad - pochodzą  z Bangladeszu, dzięki nim mogłam zglebić tajniki bengalskiej kuchni i poznać filozofie ortodoksyjnych i liberalnych muzułmanów. Przeprowadziliśmy wiele dyskusji na temat sposobu życia w Europie i Azji, różnic w studiowaniu, pojmowaniu patriotyzmu i wiary, wszystko to było dla mnie bezcennym doświadczeniem. Niestety większą część czasu, gdy chłopcy przebywali u mnie podróżowałam po Europie, jednak za każdym razem gdy wracałam gadaliśmy jak najęci w kuchni, na korytarzu bądź wszędzie, gdzie przypadkiem trafiliśmy na siebie w domu:)

Przed wyjazdem na Nordkapp, umawiam sie, z nimi, ze gdy wrócę, porwę  ich na wycieczkę po Katowicach i okolicy...

czwartek, 1 sierpnia 2013

Bengalska kuchnia

Juz dawno nie byłam taka gruba!  Nie ukrywam, ze mocno przyczynili się do tego moi przyjaciele z Bangladeszu, którzy w trakcie swego ramadanu podrzucali mi swoje pyszności o 23 w nocy! Na moim instagramie, można zobaczyć niektóre z potraf, którymi "dokarmiali mnie" moi współlokatorzy.