Pokazywanie postów oznaczonych etykietą couchsurfing. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą couchsurfing. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 września 2013

Petersburg vs Helsinki, czyli refleksja na temat miast marzeń...

Zanim zacznę moją ( w miarę) chronologiczną relację z trzytygodniowej podróży po państwach nadbałtyckich, Petersburgu i Helsinkach, chciałabym podzielić się z Wami moją refleksją na temat osobistych oczekiwań względem naszych wyśnionych, wymarzonych ( a tym samym często wyidealizowanych) miejsc, które pragniemy zobaczyć. Refleksje mają to do siebie, że dobre są tylko na świeżo, później smakują jak odgrzewane kotlety...



Petersburg - moje wyśnione miasto, które nie istnieje
Czasem marzymy o jakimś miejscu tak długo i tak intensywnie, że urasta w naszych głowach do niebotycznych rozmiarów. Przeżywamy w snach spacery po tym mieście i literacko błądzimy bo jego krętych ulicach tchnąc ostry zapach stęchlizny każdego zaułka, który w naszych stęsknionych umysłach urasta do rangi najdroższych perfum. Wszystko to ma samo w sobie ma tyle czaru i magi, że często nie wytrzymuje porównania z rzeczywistością (tak jak  Daisy, która podczas spotkania po latach, wielokrotnie przegrywała z wyobrażeniem samej siebie, jakie stworzył we własnej głowie Wielki Gatsby).



Na podstawie tego przykładu chciałabym opowiedzieć Wam historię dwóch miast: Petersburga i Helsinek. Pierwsze z nich, jest jednym z tych o których śniłam po nocach, którego brzmienie doprowadzało mnie do palpitacji serca i które bliskie mi było z powodu literackich wycieczek, w które zabrał mnie z sobą wiele lat temu Dostojewski, pozwalając obserwować niecny występek Raskolnikowa oraz zeszłej zimy Tołstoj, który odsłonił razem z tajemnicami alkowy Anny Kareniny również i sekretery petersburskiej ulicy.
Ciągła obecność tego miejsca w historii, spiętrzenie nazwisk, wydarzeń, zabytków sprawiły, że postawiłam wysoko poprzeczkę temu miastu.



Rozczarowanie?
Czy jestem rozczarowana? Nie sądzę. Petersburg po prostu okazał się inny niż ten, który powstawał od lat w mojej głowie. Nie sądzę by było to złe, to miasto było po prostu zupełnie inne.
Rozczarowała mnie tylko podróż śladami Dostojewskiego. Plac Sienny opisany skrupulatnie przez pisarza, nie ma dziś nic wspólnego z literacką fikcją. Co prawda w dalszym ciągu znajduje się tu targ jednak nie ma w nim za grosz romantyzmu. Są to plastikowe pozbawione uroku baraki, które kolą w oczy z daleka. Po za tym jednym incydentem myślę, że Petersburg mimo wszystko ma w sobie to coś.

Piotrogród  paradoksalnie pomimo piętrzących się tu splotów doniosłych wydarzeń z historii Rosji, nie jest zbyt rosyjskim miastem. Jest bardzo europejski. Czuć tu bliskość Europy i pragnienie podążania za zachodem. Kanał na You Tube „Rosja to nie kraj to stan umysłu” nie znajduje odzwierciedlenia na Petersburskich drogach, które niewiele odbiegają od tych Warszawskich czy Krakowskich. Jeśli ktoś szuka tu prawdziwej dzikiej Rosji, to na pewno będzie rozczarowany, jeśli natomiast chce zobaczyć europejskie miasto naznaczone historią powinien znaleźć coś dla siebie.

Skąd się bierze mit Petersburga?
Gdyby nie możliwość spędzenia na couchsurfingu, tych ośmiu dni u prawdziwych rdzennych Rosjan pewnie nigdy nie dowiedziałabym się co sprawiło, że Petersburg do dziś uchodzi za jedno z najpiękniejszych miast świata. Rozmowa z znajomymi naszego hosta Żory, a przede wszystkim z Nikitą i Nastą, którzy gościli nas przez ostatnie 4 dni naszego pobytu w tym mieście, pozwoliły mi zrozumieć jak ważnym miastem dla samych Rosjan jest Piotrogród. To będzie w tym przesady, gdy powiem, że to prawdziwe wyśnione Eldorado dla obywateli Rosyjskiej Federacji. To marzenie milionów Rosjan móc zamieszkać w tym mieście, które napawa ich dumą z powodu burzliwej historii i niemalże europejskich warunków życia. Jednocześnie to dla większości marzenie nieosiągalne, bowiem, żeby moc zamieszkać w Petersburgu będąc Rosjaninem, należy starać się o specjalną zgodę na pobyt stały w tym mieście. Restrykcyjne przepisy mają chronić to drugie co do wielkości miasto, 143 milionowej Rosji, od przeludnienia. W rzeczywistości jednak, prowadzi to do sytuacji, w której pokaźny odsetek Rosjan, mieszka i pracuje w tym Eldorado nielegalnie. Oficjalnie podawana ilość mieszkańców - oscylująca wokół 5 milionów ludzi jest wiec mocno zaniżona.



Dopiero słuchając opowieści Nikity i Nastii zrozumiałam jakie to miasto jest dla nich ważne, jak kochają je i jak bardzo są dumni, że mogą w nim żyć. 

Helsinki.
W przeciwieństwie do Petersburga, nie stawiałam zbyt wielkich wymagań Finlandzkiej stolicy. Czytałam wcześniej dziesiątki relacji na rożnych podróżniczych blogach i portalach i wszędzie powielała się podobna informacja, mówiąca, że to miasto w którym nie ma zbyt wielu atrakcji, które nie zapada w pamieć i na którego zwiedzenie wystarczy zaledwie pół dnia. Gdy wyruszyliśmy o 7, 30 rano z Tallinna promem w stronę Helsinek, nie zakładałam wielkiej fascynacji. Cieszyłam się jak dziecko pierwszą w życiu podróżą ogromnym turystycznym promem i jak pięciolatka ganiałam od burty do burty łapczywie tchnąc każdy widok, oddalającego się lądu i z euforia witając wszystkie fińskie wysepki, które pojawiały się wraz z zbliżaniem do brzegu. Widok był niesamowity.

Dziecięce zauroczenie Finlandią
Cieszyłam się okropnie tą pierwsza wizytą na skandynawskiej ziemi. Wiele lata temu byłam wielką miłośniczką Finlandii, zaczytywałam się w Kalevalii, fińskiej historii i wszystkim co dotyczyło tego tajemniczego dla nie kraju, którego język, miał być tym, który zainspirował Tolkiena do wykreowania Elfickiego. Fascynacja ta z czasem ustąpiła, zostało jednak słodkie wspomnienie tej krótkiej miłości, które pozostawia po sobie słodki ślad, jak dziecięce zauroczenie, które wspomina się z rozrzewnieniem i pobłażliwym uśmiechem na ustach. Taki właśnie miałam stosunek do Finlandii i Helsinek, gdy stałam na mostku promu i z dziecięcą ekscytacją wypatrywałam lądu, niczego od niego nie oczekując.




Wiele czynników sprawia, że jakieś miejsce staje się dla nas wyjątkowe. Luźne podeście, piękna pogoda, dobry nastrój, dopasowane towarzystwo oraz dobre jedzenie, wszystko to może sprawić, że dane miejsce okaże się wyjątkowy, nawet jeśli na mapie światowych metropolii nie jest najjaśniej żarzącym się punktem. 



Helsinki moja nowa miłość
Helsinki skradły moje serce. Podczas całej naszej podróży czekałam na moment, w którym jakieś miejsce urzeknie mnie bez reszty, tak że aż zapragnę tu wrócić, bądź nawet zamieszkać...
Nie spodziewałam, się że to w Helsinkach poczuje się jak w domu. Ostatni raz takie wrażenie zrobił na mnie Londyn, który za każdym kroku fascynował mnie swoimi urokliwymi uliczkami i niezwykłą atmosferą. 

To miasto ma własny styl
Fińska stolica nie jest duża, jest jednak niezwykle urokliwa nie skłamię mówiąc, że jest jednym z najbardziej inspirujących miejsc w jakich byłam. To miasto ma swój własny styl. Na każdym kroku spotykamy odważnie ubranych ludzi, których wizerunek mimo niezwykłego nieraz miksu kolorów doskonale komponuje się z miastem, jest właściwie idealnym jego uzupełnieniem.

Prawdą jest, że miasto to nie ma zbyt wielu historycznych atrakcji, nie jest też obdarzona sznurem architektonicznych perełek, jednak czy to ważne? Petersburg na każdym rogu, w każdej uliczce czy parku posiada jakiś obiekt naznaczony historią, właściwie nie da się przejść 100 metrów by na coś historycznego nie natrafić, jednak mimo tego historycznego i architektonicznego bogactwa nie wytrzymuje porównania z tą niewielką skandynawską stolicą, która po prostu ma osobowość!



To miasto nowoczesne, niezwykle zadbane i pomimo braku historycznej starówki, czy spójnej architektonicznie zabudowy, bardzo estetyczne. Powiedziałabym wręcz w mistrzowski sposób eklektyczne. Przede wszystkim jest to miasto stworzone dla ludzi. Parki, ławki, deptaki, komunikacja miejsca, wszystko stworzone po to by dawać radość, ułatwiać życie i zachęcać do życia na mieście i korzystania z miejskich atrakcji. 



Zakochałam się w praktyczności Skandynawów. Uwielbiam ich miks luzu i praktyczności. Design jaki tworzą eklektycznie zestawiając z sobą stare i nowe przedmioty o zadziwiająco prostej formie, naprawdę zwala z nóg! 


 Miasto za sprawą rozlicznych atrakcji jakie oferuje swoim odwiedzającym, ale i przede wszystkim tubylcom, potrafi zatrzeć brak przytłaczającej ilości zabytków. Jak dla mnie Helsinki to jedno z wymarzonych miejsc do życia! Targ staroci, klimatyczne uliczki z kamienicami z początku XX wieku, koncerty uliczne, ludzie jedzący kolacje na schodach prowadzących do katedry, bajeczne zielono-żółte tramwaje, czy niekończąca się ulica sklepów z niezwykle inspirującym designem oraz starociami. Wszystko to sprawia, że Helsinki, (chociaż w życiu bym je o to nie podejrzewała, po obojętnym nastawieniu z jakim je odwiedzałam, nabytym po lekturze podróżniczych blogów) zyskały stałe miejsce w moim sercu, Petersburg natomiast strącony został z piedestału miast marzeń, do szeregi zwykłych atrakcyjnych turystycznie miast, które warto odwiedzi raz w życiu.



piątek, 6 września 2013

Koniec Bengalskiej przygody? Na pewno nie:)

Wraz z końcem sierpnia moi przyjaciele z Bangladeszu Saad i Saleh opuścili mój dom. Dla wszystkich było to okropnie przykre, przyzwyczailiśmy się do chłopców, tak bardzo, że gdy wyprowadzili się, a moje mieszkanie zostało puste, nie chciałam się tam wprowadzać, długo jeszcze po ich wyprowadzce patrzyłam w okna ich ( właściwie to mojego) mieszkania i zastanawiałam się co robią...



Muszę przyznać, że cały pomysł z wynajęciem mieszkania studentom z Azji był mocno szalony. Pamiętam jak dziś, ten przełomowy dzień, gdy siedzieliśmy rodzinnie w altanie na ogrodzie, a ja zapytałam nieśmiało czy mogę wynająć moje mieszkanie w moim domu rodzinnym. Gdy moja (z natury surowa) Babcia powiedziała, że tak, zapytałam jeszcze nieśmielej, czy mogę wynająć je studentom z... ( to już prawie wyszeptałam) z Azji? Na co popatrzyła na mnie badawczo, spojrzała na mojego dziadka, który nie czekając na jej reakcje, zapytał skąd dokładnie są? Odpowiedziałam, choć wstępnie miałam w planie jakoś zagadać temat - zebrałam się w sobie i powiedziałam; - Z Bangladeszu. Uznałam wówczas, że wszystko mi jedno, niech się dzieje co chce, muszę to rozegrać z nimi w otwarte karty, nie ukrywam, że spodziewałam się najgorszego. A tu? Zaskoczyli mnie jak nigdy. Mój Dziadek ( najlepszy człowiek na świecie) popatrzył na mnie tym swoim ciepłym wzrokiem i odparł szybko - o! to będą zdolne, dobre chłopaczki!



Nie mogłam wyjść z zadziwienia, decyzja zapadła w minutę. Musze przyznać, że byłam z nich niezwykle dumna! Mam wielu znajomych, którzy mają fajnych, miłych, ciepłych dziadków, ale żaden z nich nie ma tak postępowych dziadków, którzy przyjęli by pod swój dach bez żadnych uprzedzeń studentów z Bangladeszu i co więcej otoczyli ich ciepłem i sympatią! ( pomimo braku znajomości języka).



Sad i Sahel, zresztą jak i ja wzruszaliśmy się na lotnisku... jak dzieci, całe szczęście, że żyjemy w XXI wieku, a Sztokholm ( gdzie chłopcy obecnie mieszkają) wydaje mi się leżeć bliżej niż Poznań! ( dzięki Ci Boże za te wspaniale czasy!)


Sada odwiedził Daniel, fantastyczny człowiek, który przemierzył cala Europe autostopem!
Polski akcent z mojej strony - ziemniaki pieczone:)











Najmłodszy członek imprezy, moja mała ruda Bratanica:*

Zanim jednak pożegnaliśmy się na lotnisku, chłopcy zorganizowali dla mnie i moich znajomych małe przyjęcie w ogrodzie. Mimo, że było nas niewiele, stół zastawiony był jak na przyjecie 30 osobowe, najgorsze jest to, że wszystko pochłonęliśmy praktycznie tego wieczora! W życiu nie byłam tak przejedzona.
Cudowny wieczór, zakończył się przeniesieniem imprezy do mojego mieszkania, nie ukrywam było to dla mnie ciekawe doświadczenie móc, być gościem u siebie w mieszkaniu. Sad, który gra w czterech rożnych zespołach, zagrał i zaśpiewał dla nas. Nie da się ukryć, że atmosfera była obłędna. Dziękuje Chłopcy!







Gdy wyjeżdżaliśmy, była ulewa, a ja jak i ta pogoda ryczałam jak bóbr! To było dla mnie niesamowite doświadczenie, móc obcować z Sahelem i Sadem, jeść ich potrawy, rozmawiać o religii i poglądach społecznych. Couchsurff po raz kolejny okazał się prawdziwym prezentem od losu. Następne spotkanie - w Sztokholmie, mam nadzieje, już niedługo:) A później kto wie może odwiedzę ich w Bangladeszu:)!



czwartek, 29 sierpnia 2013

Katowice z moimi bengalskimi przyciolmi

30 czerwca opscilam swoje mieszkanie i udostepnilam je chlopca, ktorzy napisali do mnie z couchsurffa i pprosili o wynajem mieszkania w Jaworznie. zastanawialam sie chwile nad tym, chcialam pomoc, nie udalo mi sie znalezc nic na miescie, wiec zdecydowalam sie udostepnic moje mieszkanie.

To byla najlepsza decyzja! O tym jak wiele dala mi ta przeprowadzka napisze przy kolejnej okazji, najwazniejsze jenak, ze moglam poznac tych fanatstycznych ludzi, ktorzy mieszkali pod moim dachem przez dwa miesiace.



Sahel i Sad - pochodzą  z Bangladeszu, dzięki nim mogłam zglebić tajniki bengalskiej kuchni i poznać filozofie ortodoksyjnych i liberalnych muzułmanów. Przeprowadziliśmy wiele dyskusji na temat sposobu życia w Europie i Azji, różnic w studiowaniu, pojmowaniu patriotyzmu i wiary, wszystko to było dla mnie bezcennym doświadczeniem. Niestety większą część czasu, gdy chłopcy przebywali u mnie podróżowałam po Europie, jednak za każdym razem gdy wracałam gadaliśmy jak najęci w kuchni, na korytarzu bądź wszędzie, gdzie przypadkiem trafiliśmy na siebie w domu:)

Przed wyjazdem na Nordkapp, umawiam sie, z nimi, ze gdy wrócę, porwę  ich na wycieczkę po Katowicach i okolicy...

sobota, 24 sierpnia 2013

Upublicznienie bloga, refleksja na temat życia, podróży i couchsurffa



Po co mi ten blog?
Od kilku miesięcy przerzucam wszystkie posty, z rożnych blogów podróżniczych jakie w życiu prowadziłam i staram się zrobić z tego wszystkiego jedną całość  Chyba niepotrzebnie...  Czas mi umyka, chwilę zatracają się gdzieś w niebycie nietrwałej pamięci. Koniec tego marnotrawstwa! Dziś zaczynam,  ruszam z tym co udało mi się dotychczas uporządkować  resztę będę dodawać z czasem. Oprócz więc aktualnych podroży, będzie kilka ( może nawet całkiem sporo) retrospekcji.

Z najdroższą m Oleńką gdzieś w Edynburgu
Moimi mili hiszpańscy towarzysze Oskar i Martucha

Po co to wszystko? By pamiętać jak najdokładniej każdą z tych najważniejszych chwil mego życia.  Wszystko co tutaj trafi jest w jakiś sposób dla mnie cenne. Podróże  nowe miejsca, nowe doświadczenia  zamiany, sukcesy i porażki  Tu naprzemiennie będę wyrzucać z siebie swoje refleksje na temat podróży literacki i rzeczywistych, a także moje spostrzeżenia płynące wprost z codziennego life stylu, spotkań z ludźmi oraz degustacji nowych potraw.


Podsumowując ostatnie miesiace

Moje życie zaczęło się na nowo 31 maca tego roku, w momencie gdy rozstałam się z moim dotychczasowym partnerem. Cale życie,  wszystkie bariery jakie odczuwałam  puściły bezpowrotnie.  Przepełniona po brzegi pragnieniem nowego życia, zaczęłam realizować plany, które do tej pory wydawały i się niemożliwe: kupiłam spontanicznie tani bilet i razem z mamą zwiedziłam Londyn, kilka dni później byłam już w samolocie do Walencji i razem z moją przyjaciółką, krążyłyśmy po niebezpiecznych uliczkach pogrążonej w nocy hiszpańskiej mieściny, narażając własne życie.. .Miesiąc później pierwszy raz gościłam u siebie podróżnika z couchsurffu, a następnie spontanicznie z przyjaciółmi odwiedziłam Edynburg, przeżyłam burzę z piorunami na wysokości 7 km nad ziemią , odwiedziłam Warszawę, która po raz kolejny skradła mi serce i nauczyłam się jeździć na motorze.W lipcu moje plany życiowe uległy diametralnej zmianie, a ja sama udałam się z moimi przyjaciółmi na objazd po Litwie, Łotwie, Estonii, Petersburgu i Helsinkach, samotnie wracając z Tallinna do Jaworzna.

Tallinn-Helsinki, w najlepszym towarzystwie Jarol i Martucha z bloga Na Putu

W miedzy czasie udostępniłam swoje mieszkanie dwóm studentom z Bangladeszu, zaczynając swoje życie na walizkach.



Z Sadem i Sahelem, Katowice Pyrzowice pożegnanie na lotnisku

Moja wyprawa na Nordkapp
Po powrocie do domu odpisałam na wszystkie mejle z couchsurffa, zgadzając się przyjąć u siebie pewnego turystę z Pruszcza Gdańskiego. Czasem kilka zdań skreślonych naprędce on-line może zmienić bieg naszego życia! Nawiązaliśmy bowiem, przez telefon, bliższą znajomość z Pawłem, który zaproponował mi bym ruszyła z nimi w podróż Złombolem na Nordkapp. Niestety musiałam odmówić, nie chciałam wyczyścić się finansowo do cna. Kilka dni później zadzwonił i powiedział, że jego towarzysz podróży nie dostał urlopu więc mogę pojechać za darmo jako członek zespołu telewizyjnego. Nie zastanawiałam się wiec ani chwili! Spakowałam walizkę w kilka chwil i wyruszyłam  w podroż życia na kolo podbiegunowe.


 część fantastycznej ekipy z Nordkappu!
Z największymi gangsterami tego wyjazdu:)


Wracając z Nordkapp zahaczyłam o moją rodzinę nad morzem, odwiedziłam wszystkie drogie mi miejsca, które pamiętałam z dzieciństwa! Spotkanie z bliskimi było niesamowitą przyjemnością

Puckie obściskiwania z Haneczką:*

Moją podroż zakończyłam w Gdańsku, gdzie moi nowo poznani znajomi oprowadzili mnie po mieście.
stąd wróciłam do Jaworzna, ciągle jeszcze nie mogę się otrząsnąć po wrażeniach z podróży!.

Muszę opisać wszystko powoli, by mi nie uleciały wszystkie emocje, refleksje i wrażenia...

Moje podejście do podróży? Co myślę o couchsurfie, czego szukam? Po co wyruszam z domu?
Odkryłam w czasie tej wyprawy prawdziwy czar couchsurffa, poznałam co tak naprawę w podroży jest ważne. Do tej pory przerzucałam setki stron przewodników, książek tematycznych, opracowań architektonicznych  oraz historycznych pragnąc jak najsilniej poznać rejon, zrozumieć go dogłębnie. Zapominałam w tym wszystkim jednak o pewnej dozie luzu, naturalności i przede wszystkim prawdzie! Dopiero w Rzymie (tu) zeszłego roku, a tak najprawdziwiej we Lwowie w marcu tego roku odkryłam jak istotnym elementem podroży jest jedzenie, ile wnosi ono wrażeń i nowych doświadczeń, które można później wykorzystywać przez lata ( poznając nowe przepisy, inspirując się kulinarnie).


Maćkiem, moim pierwszy couchsurffowym gościem
Tak jak tu testujac wszystkie możliwe słodkości w Edynburskimi TeskoExpres z Krzysiem
Czy zajadając się o 2 w nocy najpyszniejszymi, tradycyjnymi rosyjskimi obiadami naszej gospodyni Nastii

 To odkrycie było dla mnie cenne, najważniejsza była jednak zmiana podejścia, odłożyłam na bok książki ( które z racji na coraz bardziej spontanicznych wyjazdy, przestały mieć rację bytu) a zainteresowałam się ludźmi. Zrozumiałam jak ważnym doświadczeniem jest możliwość rozmowy z tubylcami, możliwość spojrzenia na nowo poznane miejsce przez pryzmat miejscowych. Często takie spotkanie, diametralnie zmienia nasze wyobrażenie na temat danego miasta, bądź kraju. Dzięki możliwości nocowania z couchsurfa w Petersburgu mam wrażenie, że naprawdę dogłębnie miałam okazje poznać to miejsce i zrozumieć jego klimat oraz mentalność jego mieszkańców Nigdy nie byłoby to możliwe gdybym zdecydowała się na hotel czy chociaż hostel... 

Estońskie piwo z Otem, Jarolem i Martuchą w Tartu

O wszystkich tych doznaniach pragnęłabym opowiedzieć Wam szerzej tu właśnie na tym blogu, który ma pomoc mi zapamiętać te wszystkie chwile, z życia, które nabrało wielkiego tępa, momentami tak szybkiego, że gdyby nie instagram nie pamiętałabym z kim i gdzie wczoraj spędzałam dzień! 

Zapraszam Was do śledzenia mnie na instagramie i odwiedzania mojego bloga, mam Wam wiele do opowiedzenia. 

czwartek, 1 sierpnia 2013

Bengalska kuchnia

Juz dawno nie byłam taka gruba!  Nie ukrywam, ze mocno przyczynili się do tego moi przyjaciele z Bangladeszu, którzy w trakcie swego ramadanu podrzucali mi swoje pyszności o 23 w nocy! Na moim instagramie, można zobaczyć niektóre z potraf, którymi "dokarmiali mnie" moi współlokatorzy.