niedziela, 13 lipca 2014

Ostatni rzut oka na Epsom, Białe Klify i Szalona podróż

Ostatnie dwa tygodnie w Anglii minęły mi błyskawicznie, odliczałam dni do wyjazdu do Polski niczym małe dziecko godziny w dniu Wigilii. Jednoczenie jednak ciesząc się każdym z tych ostatnich dni na Angielskim podwórku. Fotografowałam więc moja codzienność i cieszyłam się z najprostszych czynności. Dwa miesiące to wcale nie aż tak długo.Pomyślałam jednak, że muszę to wszystko, banalne, codzienne, zupełnie zwyczajne, mieć uwiecznione, by wracać do tego po latach jeśli... Jeśli zdarzy sié cud i powrotów nie będzie?

białe skały w Dover
dni naznaczone szczęściem


 widok z sypialni
 moje osiedle
 malownicza trasa na stacje
 epsoński dom
 pierwszy raz w zyciu mieszkałam 3 minuty spacerem od supermarketu
 spacerowa trasa do stacji 

 jedna z malowniczych tras do biegów
 Ewell West



 angielskie śniadania
zwyczajny widok z pociagu



Podsyłam, więc skrawki codzienności.
Sama podróż do Polski była tym razem wyjątkowa. Dwie wielkie walizki do których wpakowałam cały swój życiowy dobytek ( minimalizm górą!) zmusiły mnie do znalezienia alternatywy dla samolotu. Upolowałam więc busa, który po zaledwie 27 godzinnej tułaczce dowiózł mnie pod moją jaworznicką furtkę.


















Podróż była jedną z gatunku tych niezwykłych, które wspominać będę przez długi czas. Ja i siedmiu mężczyzn w nieco partyzancko przerobionym busie, tułających się 7 godzin po Londynie, z południa na północ,  przez wschód jadąc na zachód, by ostatecznie zatoczyć pętle przez środek i północ zmierzając na południe... Tak absurdalnej podróży po Anglii nie odbyłam jeszcze nigdy. Odebrana o 11 z pod epsońskiego domu, trafiłam na prom dopiero o 18! Towarzystwo jednak dopisało.

Panowie, szybko zreflektowali się, że taka podróż na trzeźwo to nie na ich nerwy, alkohol więc lał się gęsto. A ja przez wiele godzin wysłuchiwała ich barwnych historii, z polskiego i angielskiego życia, którymi mozna by obdzielić nie jedną powieść rożnych gatunków:)

Pierwszy raz miałam okazje płynąc promem z Dower w dzień, widok białych klifów jest naprawdę oszałamiający. Przypominał mi mój zimowy spacer po Brighton i okolicach i pobudził chęc odwiedzenia narodowego parku Seven Sisters jeszcze na jesień tego roku. Ale o planach innym razem. tym czasem od sześciu dni jestem cała i zdrowa w Polsce o czym opowiem innym razem.

pozdrawiam ciepło
z jaworznickiego podwórka!


4 komentarze:

  1. Trasa na stację i owsianka - zachwycające :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne klify! Życzę Ci samych dobrych rzeczy w Polsce, oby wszystko się ułożyło!

    OdpowiedzUsuń
  3. wspaniałe skrawki codzienności :)

    OdpowiedzUsuń